Stare, dobre wampiry- What We do in The Shadows

Prawda jest taka, że jak obejrzałam ten film to nie umiałam się wypowiedzieć nawet czy mi się podoba czy nie. Moją pierwszą myślą po napisach końcowych było „yyy…” Albo jakoś podobnie. Chodzi o to że byłam zupełnie zdezorientowana.

What We do in the Shadows to nowozelandzka produkcja z 2014 roku. Jest to komedia grozy zrealizowana w formie pseudodokumentu przedstawiającego wspólne życie czterech wampirów w Hamilton. Najstarszy z nich Petyr ma 8 tysięcy lat i jest nieco aspołeczny. Mieszka w grobowcu, zjada koguty z piórami i takie tam. Najbardziej przypomina Nosferatu i ogólnie jest bardzo przerażający. Vladislav ma 862 lata, pochodzi z Transylwanii i bardzo nie lubi myć po sobie zakrwawionych naczyń, co denerwuje 372-letniego Viago, który swoją aparycją przywodzi na myśl bohaterów Wywiadu z wampirem, lub przynajmniej ich pokraczną wersję. Deacon jest najmłodszy, ma tylko 183 lata. Panowie pokazują nam swoje życie, jak polują na swoje ofiary, jak imprezują, jak przezywają z wilkołakami na ulicy. Pewnego dnia do załogi dołącza Nick, nowonarodzony wampir, pogryziony przez Petyra. Zabawnie jest obserwować jego naukę bycia prawdziwym wampirem. Śmiejemy się z niego, bo nie umie wlecieć przez okno, cierpi konsekwencje po zjedzeniu frytki i przysparza bohaterom kłopotów paplając na prawo i lewo o tym, że jest wampirem i jak świetnie się z tym czuje.

Myślę, że wiem dlaczego ten film powstał. Chyba ktoś już miał dosyć mocno eksploatowanego w ubiegłych latach tematu wampirów. Wszystko przez Stephenie Mayer i jej Zmierzch. Kiedyś wampir to była istota siejąca postrach i grozę. Wywiad z wampirem, Underworld czy nawet Blade pokazywały wampiry tak jak należy. Natomiast wersja ze Zmierzchu zrobiła ze starych, dobrych wampirów jakieś skrzące się w słońcu i leżące na łące kwiatów rozmemłane kluski. What we do in the Shadows mimo swojej zabawnej formy nie pozostawia wątpliwości, że bohaterowie to neiustannie łąknące krwi bestie. Tak jak to zawsze było.

What we do in the Shadows chyba miało za zadanie przypomnieć nam, w bardzo lekkiej i zabawnej wersji jak należy właściwie postrzegać jedne z najbardziej przerażających istot ludzkiej imaginacji. A jeśli nie, to przynajmniej dostarczyć dawkę dobrej rozrywki na wieczór z popcornem i znajomymi.

 

Komentarze
Joanna Zakrzewska

Related posts
Zostaw komentarz