„Opowieść stara jak świat…”

„…tak prawdziwa jak tylko może być..” Widzieliście już nową wersję Pięknej i Bestii? Oto 25 lat po spektakularnym sukcesie animacji, dzięki której Disney zdobył 2 Oscary i 3 Złote Globy, w kinach pojawia się nowa wersja filmu, także stworzona przez tę wytwórnię filmową. Disney przerabia Disneya? Tak, dokładnie. Wierzcie mi… to był dobry pomysł!

Od jakiegoś czasu we współczesnej kinematografii panuje moda na przerabianie klasycznych animacji na pełnometrażowe aktorskie filmy fabularne wzbogacone o olśniewające efekty specjalne i wszelkiego rodzaju rozwiązania graficzne, które pozwalają cieszyć się nam, widzom, wspaniałym widowiskiem kinowym. Okazało się, że jest to recepta na sukces, który w 2010 roku świętował Tim Burton pokazując światu swoją Alicję w krainie czarów. Do tej pory mieliśmy przyjemność oglądania efektów prac nad kolejnymi aktorskimi adaptacjami znanych animacji tj. m.in. Królewny śnieżki, Kopciuszka, Księgi Dżungli. Przyszedł czas na Piękną i Bestię. Nie wiem czy pamiętacie, jak głośno i powszechnie został ten film oklaskany w 1991. Ja nie pamiętam, bo wchodziłam jeszcze wtedy pod stół na stojąco. Jednak całkowicie zasłużony sukces i późniejsza sława narosła wokół tej produkcji spowodowały, że chyba cały świat zna Piękną i Bestię Disneya. Naturalnie, wytwórnia nie jest oryginalnym autorem tejże historii. Cała produkcja została oparta o francuską baśń ludową, po raz pierwszy spisaną w XVIII w przez Gabrielle-Suzanne Barbot de Villenevue. Po sukcesie animacji Mała Syrenka, która przyniosła studiu ogromne dochody, realizatorzy mogli pozwolić sobie na rozmach przy planowaniu Pięknej i Bestii. Dzięki funduszom powstała ta słynna już przestrzeń i głębia w filmie, widoczna szczególnie podczas widowiskowego tańca Belli i Bestii w sali balowej zamku, która tak zachwyciła odbiorców w 1991 roku. Choć oryginalna animacja ma już swoje ćwierć wieku, wciąż niezmiennie cieszy oko i porusza serce.

Nauczona doświadczeniem wynikającym z sukcesów poprzednich filmów adaptujących klasyczne animacje, dowiedziawszy się o powstającym filmie Piękna i Bestia, przez pół roku czekałam niecierpliwie na premierę. Cóż to był za seans… i nawet nie zepsuły mi go siedzące wkoło mnie na sali kinowej gdaczące kury z szeleszczącymi paczkami chipsów (Ludzie, litości…). Film tak wiernie oddaje pierwowzór, że samo oglądanie staranności odwzorowania poszczególnych scen i ujęć, już jest świetną zabawą, a przy okazji wprawia w zdumienie i podziw nad ogromem pracy, która została włożona w pracę nad filmem. Był to, oczywiście celowy zamysł, bo jaki sens miałoby zmienianie kolejności scen lub fabuły przez Disney, w filmie, który jest przecież własnością Disneya. W hołdzie dla oryginału, animacja została po prostu przełożona na grę aktorską, lecz niech nie zmyli Was ta praktyka. Można byłoby pomyśleć „Ale po co oglądać tę samą bajkę, tylko graną przez żywych aktorów?” Między innymi właśnie dla tych aktorów. W roli Belli zobaczymy przepiękną Emmę Watson, którą najszersze grono odbiorców filmowych zna jako Hermionę z Harry’ego Pottera, w roli Gastona niezastąpiony Luke Evans, natomiast rolę Bestii powierzono Danowi Stevensowi. Projekcja tego filmu to także niepowtarzalna okazja by usłyszeć jak śpiewa Obi-Wan Kenobi, ponieważ to właśnie Ewan McGregor wciela się w rolę Płomyka. Sir Ian McKellen natomiast użycza głosu Trybikowi, a w Panią Imbryk wciela się Emma Thompson.

Sami przyznajcie, że to obsada jakich mało. Niemałe również finanse zostały zainwestowane w powodzenie tej produkcji. Słynna żółta suknia balowa, którą Bella ma na sobie podczas pamiętnego tańca z Bestią, wymagała niemal 55 metrów bieżących satyny, 915 metrów nici, 2000 kryształów Swarovsky, a jej uszycie zajęło ponad 12.000 godzin! Niemniej imponujące są wysiłki włożone w zrealizowanie choćby jednej z wielu pięknych piosenek, które możemy usłyszeć w filmie. Ogromnym wysiłkiem, który zajął twórcom filmu 6 miesięcy przygotowań, jeden miesiąc właściwego filmowania i ponad rok wykańczania post – produkcyjnego była piosenka „Be our guest”. Pamiętajcie o tym, kiedy będziecie już oglądać to wspaniałe widowisko w kinie. Co więcej, postać Bestii nie została w całości stworzona komputerowo, o nie. Biedny Dan Stevens nosił 18 kilogramowy metalowy stelaż, na którym opierał się cały kostium, później dopiero dopracowywany przez utalentowanych grafików. Jednym z dobrodziejstw nowoczesnego kina, dzięki któremu można na ekran przełożyć najdziwniejsze i najbardziej niewyobrażalne imaginacje ludzkiego umysłu, jest to, że nareszcie magia na ekranie wygląda jak najprawdziwsza na świecie. Sprawia to, że ta piękna, czarodziejska opowieść o miłości, jest jeszcze bardziej magiczna. „Opowieść stara jak świat, tak prawdziwa jak tylko może być…”

Komentarze
Joanna Zakrzewska

Related posts
Zostaw komentarz