Chriss Cornell

To jest właśnie jeden z tych przypadków, kiedy chciałoby się, aby ta informacja była fake newsem, a nie jest… We Czwartek cały internet obiegła smutna wiadomość o śmierci Chrisa Cornella.

Amerykański wokalista, instrumentalista i autor tekstów do historii muzyki przeszedł głównie jako frontman zespołu Soundgarden, który obok Nirvany i Pearl Jamu był głównym przedstawicielem gatunku grunge. W latach 2001-2007 Cornell był wokalistą w supergrupie rockowej Audioslave, którą tworzył wraz z byłymi członkami Rage Against the Machine. Znany był z szerokiej skali głosu, która wynosi prawie 4 oktawy. W 2006 roku Hit Parader (amerykańskie czasopismo muzyczne) przyznało mu 4 miejsce na liście 100 najlepszych wokalistów wszech czasów.
Komponował także muzykę do filmów. Wystarczy przywołać sobie w pamięci soundtrack do Casino Royale i „You know my name” w wykonaniu Chrisa.  

52 lata to zdecydowanie za mało, aby pożegnać się ze światem, co przyznają zszokowane tym smutnym zdarzeniem rzesze jego fanów na całym świecie. Nie chcę tutaj spekulować na temat okoliczności jego śmierci. Wystarczy już i tak, że go nie ma. To niepowetowana strata dla całego świata muzyki rockowej. Wolę pamiętać go jak śpiewał, tworzył muzykę i żył pełnią życia.

Halo Epicentrum! Może jakiś Tribute Concert?

Komentarze
Joanna Zakrzewska

Related posts
Zostaw komentarz

You must be logged in to post a comment.